Mamusiu...
Link 12.05.2012 :: 23:43 Komentuj (0)
... dlaczego Tatuś na ciebie krzyczał? przecież kupiłaś wszystko co chciał ze sklepu.
I jak wytłumaczyć dziecku, że "Tatuś krzyczał" bo Mamusia nie sprawdziła ceny pepsi? A tak na prawdę to chodzi o to, że nie dopytałam się dokładnie ile będzie kosztowała naprawa auta... A tak w ogóle to Tatuś uważa, że nie krzyczał tylko "rozmawiał".
Przetrwałam...
Link 07.05.2012 :: 23:57 Komentuj (0)
...komunię mojego najstarszego dziecka....
Już trochę odpoczęłam, wyspałam się, ale wczorajszego wieczora byłam tak niesamowicie zmęczona a dzisiejszego ranka czułam się jak po dwudniowej popijawie, choć nie piłam ani kropli alkoholu. Strasznie mnie te przygotowania zmęczyły. Pomimo szczegółowego planu zrobionego już miesiąc wcześniej, nie dałabym rady bez pomocy Babci. Okazała się niezastąpiona w przygotowaniu stołu. Moja inwencja twórcza wypaliła się podczas wymyślania dekoracji kwiatowych....
Obawialiśmy się tej uroczystości.
Nie było łatwo podjąć wielu z naturalnych w innych rodzinach decyzji.
Przezwyciężyliśmy obawy. W zasadzie to M przezwyciężył, czym mile mnie zaskoczył. Postanowiliśmy zaprosić najbliższą rodzinę i chrzestnych, pomimo topora wojennego jaki wisi pomiędzy nami wszystkimi i każdym z osobna. Liczyliśmy, że tak ważna uroczystość jakoś złagodzi (a przynajmniej stworzy na chwilę takie pozory) zaistniałe waśnie. Najgoręcej jest na froncie moja Matka - Teściowie.
Teściowa przełamała swój wewnętrzny lęk przed podróżowaniem i po dwóch niespodziewanych próbnych 'nalotach' (o czym był właśnie wysłany w niebyt poprzedni post) przyjechała do nas.
Reszta też bała się tego co może nastąpić, ale jakoś trzymała fason.
Jedynie moja Matka 'strzeliła focha'. Przyjechała kilka dni wcześniej do 'swojej części' budynku. Bawiła się z dziećmi utrzymując moje zasady 'niedokarmywania' między posiłkami. Rozmawiała ze mną 'normalnie', chociaż nie bardzo miałyśmy o czym rozmawiać. Aż do niedzieli. W niedzielę zrobiła się sztywna i nieprzystępna. Zaopiekowała się najmłodzszym szkrabem podczas mszy. Przyszła pogratulować dziecku i wręczyć prezent. Zgodziła się na zdjęcie. Ale jak tylko pojawili się teściowie, zniknęła do siebie. M stwierdził, że wypadałoby chyba po nią pójść. Niestety M pomimo swojego wygadania zwykle używa (jak dla mnie) nietrafionych zwrotów. Tym razem też powiedział zbyt wiele i Matka obraziła się jeszcze bardziej.
Kij jej w mrowisko!!! jak chce niech siedzi sama! ale to moja Matka i jest mi cholernie przykro z powodu Jej zachowania. Jest moim problemem psychologicznym, to Ona wpędziła mnie w depresje, to od Niej nie potrafię się uwolnić by żyć własnym życiem - ale to moja Matka. Nic nie poradzę że jest jaka jest. Nie lubię jej ale nie potrafię znienawidzić. Nie wierzę żeby działa z premedytacją na szkodę moja albo mojej rodziny - po prostu w to nie wierzę!!! Ona po prostu nie lubi mojego męża.
p.s.
Tak już na koniec. Zszokowało mnie jak ją zobaczyłam pod kościołem. Czarna sukienka, granatowa marynarka. Całe szczęście że naszyjnik z pereł był biały bo miałam wrażenie, że idzie na pogrzeb a nie na komunię. Serio takie miałam pierwsze skojarzenie :(
Mój dom - moja twierdza
Link 07.04.2012 :: 02:00 Komentuj (1)
Napisałam tasiemcowego posta pod tym tytułem i na końcu coś sobie nacisnęłam i wszystko znikło. Może kiedyś to napiszę jeszcze raz, a może to lepiej że poszło z dymem...
Dzień za dniem
Link 13.03.2012 :: 23:45 Komentuj (1)
Dalej chodzę do psychologa. M jest trochę sceptyczny, nie do końca odpowiada mu świadomość, że omawiam 'nasze sprawy' z obcym człowiekiem, ale nie protestuje. Ja też nie do końca jestem zadowolona z tych wizyt. Uważam, że mogłabym je efektywniej wykorzystać, ale w dalszym ciągu nie potrafię zadawać prawidłowych pytań i ciągle błądzę po omacku wokół sedna sprawy nie docierając do niego. Jednak co nieco te wizyty mi dają. Uczę się o sobie i swoich ograniczeniach. Zaczynam patrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy. W dalszym ciągu do pewnych działań nie dojrzałam.
Niedługo kolejna wizyta. Musze się do niej dobrze przygotować, może tym razem uda mi się dotrzeć bardziej wgłąb siebie.
Konsekwencja boli, asertywność boli, własne zdanie boli..... nie wiem czy jestem gotowa na tyle bólu. Skorupa obojętności i bezczynności jest 'bezpieczna' tylko na krótką chwilę, a mam nieodpartą chęć trwania w tej chwili i odsuwania realnego świata od siebie.
Psycholog 'wyśmiał' moje marzenie o zamknięciu w bibliotece do końca życia.
...
Link 19.02.2012 :: 22:16 Komentuj (0)Ostatnio znów przeszła burza. Znów motywem przewodnim była kasa , a raczej jej brak. W zasadzie to ja czasem nie rozumiem tego co świat chce ode mnie. Może faktycznie żyję we własnym wyidealizowanym świecie? Może jestem utajoną autystyczką? Czemu jestem przekonana, że robię dobrze, a na końcu M pokazuje mi jak bardzo się myliłam i co najgorsze nie pozostaje mi nic innego jak przyznać mu rację... chociaż z drugiej strony...ja też mam swoje racje, tylko nie umiem ich przekonująco uzasadnić...
Zimno mi!
Link 01.02.2012 :: 16:36 Komentuj (1)
Tak już mam, że jak raz przemarznę to będzie mi zimno aż do wiosny. No i właśnie przemarzłam. Telepie mną wewnętrznie. Jest mi zimno nawet jak stoję obok pieca. Dzieciaki śpią pod jedną kołdrą mówią , że im ciepło, ja swoją przykrywam jeszcze dodatkowo kocem i ciągle marznę.
Nienawidzę zimy. Pięknie jest przez kilka pierwszych dni jak spadnie śnieg, świat się robi jasny i czysty. Cudownie wyglądają czapy śniegu na drzewach i krzewach. Piękne jest pole obsypane śniegową pierzynką z pojedyńczymi ściegami sarnich raciczek. Jeszcze jak zaświeci słońce i cały świat zaczyna się skrzyć diamentowym blaskiem - wtedy jest przepięknie. Ale tego piękna wystarczy mi przez tydzień - dwa, potem marznę. Ryczę jak przyjdzie mi skrobać oporną szybę w aucie od wewnątrz. Dzieciaki piszczą z radości, że "mama robi śnieg w aucie" a ja klnę wewnętrznie na czym świat stoi. Rozwala mi chęć do życia rozładowany akumulator i nagle martwy samochód pod szkołą wymuszający 20minutowy marsz do domu w 16stopniowym mrozie z trzyletnim dzieckiem na rękach które kilka godzin wcześniej dostało ostatnią dawkę antybiotyku.
Dlatego - nienawidzę zimy!
Czas potrzebny od zaraz!
Link 26.01.2012 :: 17:59 Komentuj (0)
Od "przed świąt" cierpię na całkowity "brak czasu". Czasu brakuje mi na wszystko: na prasowanie, gruntowne porządki w miejscach które o to głośno już wołają, na gruntowne porządki w "dziecięcym pokoju" zarzuconym zabawkami jeszcze w okresie noworocznym, na posprzątanie w akwarium, na porządki w komputerze, nieposegregowane zdjęcia również wołają z pudełka a album na nie już dawno nabrał mocy urzędowej. Nie wspomnę już nawet o moich "prywatnych" sprawach: papiery do skrapów już się przeterminowały, ostatnia z serii serwetka z bratkami nie ma już szans na wyhaftowanie do dnia matki a ja nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakąś książkę.... Nie wiem zupełnie jak to się dzieje ale czas ucieka mi między palcami. Chodzę spać o pierwszej-drugiej w nocy i potem nie potrafię wstać przed siódmą. W efekcie dzieciaki dowożę do szkoły w ostatnim momencie lub troszke spóźnione.
W ciągu dnia miotam się pomiędzy różnymi czynnościami często większości z nich nie kończąc. Przydałby mi się się jakiś kurs ekonomicznego gospodarowania czasem.
Chwila obniżonej uwagi...
Link 08.12.2011 :: 11:41 Komentuj (1)Ostatnio był spokój... Spokojnie przeszły strategiczne dni w roku, które powodowały zwykle wybuchy adrenaliny i wzmożone dyskusje. Moja uwaga została uśpiona. I właśnie wczoraj, ni z tego, ni z owego wybuchła kolejna burza! Standardowo sednem sprawy było to, że jestem jak chorągiewka i co chwile zmieniam zdanie. Staram się jak mogę i i tak nic z tego nie wychodzi. On dalej twierdzi, że jestem pod wpływem Matki. Nie rozumie jak wiele się zmieniło i jak bardzo się od niej odsunęłam.
Zgoniona
Link 25.11.2011 :: 22:57 Komentuj (0)
Jestem ostatnio ciągle spóźniona i bez przerwy coś mam do zrobienia. Staram się omijać komputer z daleka bo pożera zbyt wiele mojego 'cennego' czasu. Podczytuję zaprzyjaźnione miejsca w sieci, ale ciągle nie starcza już czasu na inne sprawy.
Przepadła mi poprzednia wizyta u psychologa, bo dzieciaki się rozchorowały i nie miałam ich z kim zostawić. Wczoraj byłam na kolejnej. Rozmowę zawiało w stronę mojego dzieciństwa i zaczynam dochodzić do ciekawych wniosków. Na razie nie jestem do końca pewna czy słusznych, bo psycholog poza "ale dlaczego pani tak myśli" niewiele mi mówi. Ale wczoraj padło stwierdzenie o osobowości depresyjnej. Ciekawa jestem do czego doprowadzą te sesje... Z jednej strony mam już dość, bo to ciągłe 'dlaczego' na które sama nie znam odpowiedzi doprowadza mnie do złości,z drugiej jednak strony może muszę się zmierzyć z jakimiś 'demonami przeszłości' i potem będzie już prościej? Sama nie wiem co o tym sądzić...
Wnioski do jakich dochodzę są smutne. Mam ochotę porozmawiać o tym z M ale na razie jest chyba jeszcze za wcześnie. Muszę nabrać do siebie dystansu, Jego wybuchowa natura mi w tym nie pomorze. Wprawdzie ostatnio wiele się zmieniło na lepsze (.....ale dlaczego pani tak mówi...[WRRR!!!] ), jednak M nadal najpierw krzyczy i ocenia a dopiero potem rozmawia i rozumie sytuacje. A krzyk i subiektywna ocena to nie jest to co teraz jest mi potrzebne. Zabrałam ostatnio z Dużego Miasta swoje stare pamiętniki - spróbuję w nich znaleźć kilka odpowiedzi na dzisiejsze pytania. Bo pamięć jakoś nie chce ze mną współpracować...
Chorobowo
Link 02.11.2011 :: 23:14 Komentuj (1)Mieliśmy plany na ostatni weekend niestety pomimo świetnej jak na te dni pogody nic z nich nie wyszło. Najpierw zachorowało średnie i najmłodsze. Kilka dni antybiotyku i było ok. Ale nie. średnie padło po 2 dniach w szkole. Zapalenie płuc. Potem dopadło najstarsze. Zapalenie krtani. I ikedy już się wydawało, że idzie ku lepszemu - najmłodsze dopadło zapalenie płuc. Po starszych nie widać wogóle choroby: nie usiedzą w miejscu, mają całe tony energii, jedynie po kaszlu słychać, że coś jest nie tak. Najmłodsza bidulka wturowała im w szaleństwie do wczoraj. Teraz ma na zmianę osłabienie albo wysoką temperaturę, kaszle krtaniowo i oczka ma szkliste. Ale i tak nie da się zapakować do łóżka. Musiałabym z nią leżeć. Mo.że się uda,żeby starsze poszły do szkoły od poniedziału, wtedy sobie pochorujemy z małą w spokoju. Ale do poniedziałku to mam nadzieję, że i ona wydobrzeje...
........ Poprzednie