inni-i-ja blog pesymistyczny
Mam wspaniałe dzieci, dobrego męża, kochających rodziców , troskliwych teściów. Niby otaczają mnie ludzie, a jednak jestem sama. Nie mam z kim porozmawiać, więc wszystko opowiem Wam. Muszę to z siebie wyrzucić...

Zwierzakowo...

Link 04.09.2014 :: 11:38 Komentuj (0)


Adoptowaliśmy psa. W sumie to ja byłam do tego najmniej entuzjastycznie nastawiona. No ale cóż, czasem trzeba rodzinie ustąpić. Nie to,że nie lubię zwierząt, ale jestem osobą nastawioną na minimalizowanie obowiązków, a jakby nie patrzeć PIES to kolejny mój obowiązek. Zdecydowaliśmy się na adopcję bo 1) nie zależy nam na psie rasowym, 2) możemy zwierzakowi stworzyć miły dom. Baliśmy się trochę adopcji ze schroniska, bo tak na prawdę nie wiadomo po jakich przejściach zwierzak tam trafił i jak bardzo odbił się pobyt w schronisku na jego psychice. Jednak przy trójce niezbyt dużych dzieci trzeba zminimalizować obustronne straty. Dlatego też padło na psinkę z Fundacji " Psie serce". Psiak był przygarnięty do prywatnego domu i tam czekał na nowych właścicieli, więc wydaje mi się, ze to było mniej stresowe dla zwierzaka, a i tymczasowi właściciele mogli na pewno więcej o nim opowiedzieć niż pracownicy schroniska.
Psinka nie ma jeszcze roku i teraz po kilku tygodniach u nas wychodzi jaki z niej jeszcze "dzidziuś". Wprawdzie (jeszcze) nie gryzie nam butów, ale roznosi po całym domu, wyskakuje na stół i łazi po parapetach. Jest strasznie wszędobylska. świnka morska dostała eksmisję na piętro, ale niestety okazało się wczoraj, że strome, drabiniaste schody nie są przeszkodą dla Majki i po powrocie ze szkoły mieliśmy godzinne sprzątanie trotów z całego pokoju, bo pies zrzucił klatkę na podłogę. Majka wprawdzie nie jest agresywna, ale do świnki podchodzi entuzjastycznie i próbuje ją złapać. Dobrze, że klatka się nie otworzyła bo świnka by raczej nie przeżyła :(
Dzisiaj znów miałam do sprzątania postrącane z parapetu kwiatki.
Muszę coś wymyślić, żeby strat nie było więcej....




Wracając...

Link 28.08.2014 :: 23:03 Komentuj (0)


Nie było mnie rok... Bardzo pracowity był to rok. Wiele się pomieniało. Poprzednie wizyty u psychologa znacząco poprawiły moje stosunki z M. Może nie jest idealnie, może jeszcze wiele przede mną ale jednak.
Kursy jakie odbyłam w zeszłe wakacje nie dały mi w efekcie tak oczekiwanej pracy, ale pozwoliły się otworzyć, uwierzyć w siebie i zacząć działać. Zapisałam się do UP co niewiele dało. Zaczęłam szukać na własną rękę zmieniając całkowicie sposób myślenia o pracy. Dlaczego pchać się w coś czego nie czuję tylko dlatego, że jest to 'dobrym tematem'. I tak doszłam do tego co lubię i potrafię robić . Postanowiłam hobby zamienić w zawód i udało się! Efekty mojej pracy spodobały się. Wprawdzie nie był to cały etat ale dla mnie było to jak zbawienie. Pierwsze kilka tygodni były jak wakacje. Szłam do pracy, żeby odpocząć od domu, żeby nie słyszeć ciągłego MAAAAMOOOO! Potem przyszło zmęczenie i rezygnacja. Załamanie czy moje umiejętności wystarczą i uczucie, że nie daje rady fizycznie (godziny pracy były dość zwariowane choć przy moim etacie matki wpasowywały się całkiem dobrze). W końcu przezwyciężyłam własne słabości i dostosowałam się. Po 8 miesiącach znalazłam własne miejsce w zespole i nagle wszystko się kończy. Zmieniły się warunki w domu. M musi poświęcić więcej czasu na swoją pracę i ja muszę zrezygnować ze swojej. Względy ekonomiczne biorą górę nad potrzebami społecznymi. Niestety mając troje dzieci ekonomia się liczy.




Brak czasu

Link 24.09.2013 :: 01:05 Komentuj (0)


Czy Wam też bakuje czasu na odrobienie lekcji z dzieciakami? Nie ogarniam tego. Czytanie z drugoklasistą który wcale nie garnie się do czytania, odrabianie lekcji z czwartoklasistą, gdzie czasami sama nie wiem 'co poeta miał na myśli' - poza tym dziecko wcale nie garnie się do odrabiania ima już od początku roku ze 4 uwagi o braku zadania (uważam to za kompletną moją porażkę jako rodzica, bo przecież niby sprawdzam ...). Do tego zbuntowany przedszkolak który już wcale przedszkolakiem nie chce być.
Poległam jako rodzic.....




Świat jest dalej do d....

Link 06.08.2013 :: 23:15 Komentuj (0)


rzuca co chwilę kłody pod nogi. To nowe płatności (opłacenie auta, książki do szkoły i inne taki tam standardy), to znów coś się psuje i nie dość, że koszty to jeszcze dzieci zawiedzione że wycieczka przepada....
Jest koszmarnie gorąco, ale to akurat nie jest dla mnie tragedią - lubię słońce.
Szkoda tylko, że jestem zniechęcona do życia. Nie mam natchnienia aby zmotywować się do działania. Większość spraw robię 'po łebkach' . Za nic nie mogę zmusić się do zabawy z dziećmi. Irytują mnie straszliwie gdy nie potrafią sobie znaleźć zajęcia. Wiem , że jestem niesprawiedliwa i powinnam im poświęcić więcej czasu, ale za nic nie potrafię się zmusić. Wymawiam się obowiązkami domowymi, wymyślam im zajęcia w których nie muszę brać udziału...




Zmiana warunków brzegowych

Link 25.06.2013 :: 16:51 Komentuj (0)


Dzisiaj już padło stwierdzenie, że M mógłby siedzieć w domu pod warunkiem że ja znalazłabym "duuużo lepiej" płatną pracę....




Satysfakcja gwarantowana

Link 23.06.2013 :: 16:44 Komentuj (0)


Był czas kiedy M twierdził głośno i zdecydowanie, że nie ma najmniejszego problemu na rodzicielską zamianę ról. Jeżeli tylko znajdę pracę tak samo/lepiej płatną niż jego to on zajmie się dziećmi. W związku z licznymi splotami sytuacji tak właśnie było w tym tygodniu (wylądowałam na 3 tygodniowym kursie zawodowym w Wielkim Mieście).
Nagle okazało się, że gotowanie obiadu i opieka nad 3 dzieci to nie taki znowu pikuś jak można by się spodziewać. Fakt: Daje radę, ale ile jest przy tym marudzenia ;) Nie powiem mam spora satysfakcję :)
Ten tydzień już nie będzie tak prosty w organizacji logistycznej bo M pod koniec tygodnia będzie miał zlecenie, ale damy radę :P

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się cieszę, że udało mi się 'wyrwać z domu' (FE!!! wyrodna matka!!! - no nic ja dalej mam satysfakcję!!!)

Fakt: jestem zmęczona (dojazdami, kursem, wysokimi temperaturami ostatniego tygodnia), ale mam więcej energii i chęci do prac domowych. Część obowiązków i tak leży odłogiem jak leżała do tej pory (głównie prasowanie) ale inne obowiązki idą jakby sprawniej. Zobaczymy jak to dalej pójdzie...




Dołek

Link 07.06.2013 :: 11:55 Komentuj (0)


Nie potrafię sie cieszyć z tego co mam. Nie chcę żyć. Nie mam żadnego celu. Nie potrafię go znaleźć.
Wiem,że inni mają dużo gorzej - ja mam zdrowe, wesołe dzieci. A mimo to nie potrafię się odnaleźć w życiu.
Może jestem zmanierowaną, rozpieszczoną jedynaczką a może po prostu chciałabym czegoś więcej niż beznadziejnej codzienności z dominującym, gadającym o pierdołach mężem wpędzającym mnie swoim gadaniem w jeszcze większe poczucie niższości i beznadziejności.
Powinnam się cieszyć: byłam na całodniowej wycieczce w Zakopanem, chodzę na kursy sponsorowane przez UE, mam możliwość podniesienia swoich kwalifikacji zawodowych, poznałam nowych, miłych ludzi, chodzę na kurs dla rodziców który być może coś zmienił w moim spojrzeniu na dzieci, jakoś się to wszystko składa a ja jestem z dnia na dzień w coraz większym dołku. Nic mi się nie chce. Robię cokolwiek tylko po to żeby móc coś odpowiedzieć na pytanie męża 'opowiedz co dzisiaj robiłaś? '




Tik-tak

Link 17.05.2013 :: 23:03 Komentuj (0)


Czas płynie w niesamowitym tempie. Na przełomie roku podjęłam się udziału w kilku projektach i teraz mnie one dopadają w jednym czasie powodując frustracje i rozdrażnienie u moich najbliższych.
Pierwszy projekt to udział w zajęciach Szkoły dla Rodziców - daje mi wiele satysfakcji. Może nie jest łatwo wytłumaczyć po co mi to, jednak zajęcia są ciekawe i porządkują pewne sprawy które do tej pory wyczuwałam jednak nie stosowałam w pełni świadomie i z powodzeniem. Z zajęć na zajęcia odczuwam przejście z poziomu 'nieświadomy-nieumiejętny' poprzez "świadomie nieumiejętny' dążąc do "świadomej umiejętności'. Osiągnięcie poziomu 'nieświadomej umiejętności' wydaje mi się być poza moim zasięgiem, ale przecież trzeba mieć jakiś cel w życiu ;)
Niby: asertywność, konsekwencja, kara, komunikat 'ja', dialog to pojęcia nie tak obce jednak świadome stosowanie reguł jakimi się rządzą nie jest już tak proste. Budowanie odpowiednio skonstruowanych komunikatów jest bardzo trudne i wydaje mi się bardzo sztuczne. Jednak ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu (pokaleczony moją nieumiejętnością) komunikat 'ja' zadziałał dzisiaj dużo lepiej niż wcześniejsze wydawanie poleceń w stylu 'prosze się położyć do łóżek' 'proszę już nie wychodzić z pokoju' 'proszę iść spać'.
Wniosek: muszę próbować dalej, może z czasem komunikaty będą miały mniej kanciatą, stylistycznie przyjazną formę.




Mówię: "dzień dobry" a może "dobranoc"?

Link 18.03.2013 :: 12:35 Komentuj (0)


Dawno mnie nie było... choć właściwie do opisania byłoby sporo...
Ostatnio ciągle chodzimy niewyspani. Dzieciaki wędrują nocami do naszego łózka i nijak z tym walczy nie potrafimy.
Standardowo problem zaczyna się już po haśle "proszę do mycia". Ustawia się kolejka:'dzisiaj ona pierwsza' 'nie-on, bo ja wczoraj byłam pierwsza' i tak dalej w tym klimacie. Potem są przepychanki w stylu 'nie mogę zasnąć' (lub 'nie umiem śpić'). I tak zwykle koło 21 jak moja empatia i cierpliwość sięgają granicy 'zero' zamiast powiedzieć słodkie 'dobranoc' i iść pooglądać ulubiony serial- kładę się w przykrótkim łóżeczku i pozwalam na 'skubać włoski' (czyli szarpanie moich włosów co bardzo uspokaja najmłodsze dziecię).
Potem mamy bramkę A i B. Bramka A to : zasnę i obudzę się dopiero w środku nocy połamana i ścierpnięta (spałam w za małym łóżeczku!!!) i zła pójdę się przebrać i położyć we własnym łóżku (oczywiście M już śpi i pogadać się nie da). Bramka B: mała zaśnie szybko i uda mi się wstać. Ale tu znowu bramka C (średnie dziecię śpi - hura!) i D. Bramka D: średnie dziecko nie śpi i chce żeby z nim posiedzieć i tu wracamy do bramek A i B. A : zasnę i kicha (ale przynajmniej łóżko normalnej długości) albo bramka B: dziecko zasypia a ja idę dalej, ale i tu niespodzianka murowana bramka E: duże dziecko ma codziennie problemy z zaśnięciem. Ostatnio to i do 24 wytrzymuje. do wyboru mam położy się z nią i liczy że szybko zaśnie (mało prawdopodobne i grozi bramką A. )albo znosi to że będzie do nas przychodziła co 5 minut i marudziła, że nie może spać. Ogólnie więc kiepsko jest...
Najlepsze jest to, że nawet jak wszyscy dość szybko zasną to i tak jest niesamowicie duże prawdopodobieństwo,że ktoś przyjdzie do nas w środku nocy. Ja zwykle jestem zbyt zmęczona i zaspana, żeby znosić/sprowadzać po schodach i odprowadzać do łóżka. Przeważnie nawet nie pamiętam kiedy kto przyszedł. M ostatnio idzie spać gdzieś indziej jak tylko ktoś się u nas zjawi. I tak nawet nie mogę z mężem w jednym łóżku spać...
Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś z tego wyrosną...


Ostatnio

Link 10.02.2013 :: 19:18 Komentuj (1)


coś na nic nie mam ochoty. Nawet zaglądać mi się tu nie chciało. Choć w tzw. 'międzyczasie' wydarzyło się sporo...
Może dlatego, że M ostatnio więcej czasu w domu spędza....






........ Poprzednie

Załóż bloga

Archiwum

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011

Kategorie

Linki

ballada o zakręcie
bawimy-się
justmaga
justmaga BPS
nie tylko dzieciaki
w poMyskowym świecie
Szukajac rozwiazania
wczesna edukacja...
zeszydło

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl